Jest to mój blog, który jest kontynuacją starego blogu "Wędrowiec, czyli Bies(z)Czady". Publikuję w nim swoje wędrówki z aparatem po zamkach, kościółkach, pałacach i innych ciekawych miejscach, jakich w Polsce, i nie tylko, nie brakuje.

22 paź 2013

TO JUŻ 30 LAT!

   Dzisiaj właśnie mija 30 lat mojego trzeźwego życia. To właśnie 22 października 1983 roku podjąłem decyzję o zmianie swojego życia z pijanego na trzeźwe... Udało się!
     Czy było trudno? Oj było. Czy było warto? Było! Po stokroć było!  Czy miałem chwile zwątpienia i psychiczne doły? Miałem i to od zajebania. Najważniejsze, że tamtego Michała sprzed trzydziestu lat dawno już nie ma. Jest za to inny, trzeźwy, starszy, opanowany, tolerancyjny, spełniony i masywniejszy o 30 kilogramów... Jest facio, który swoje życie obrócił o 180 stopni i wrócił do dawnych wartości, zainteresowań, które znacznie poszerzył. Facio z szalonymi, ale realnymi pomysłami i marzeniami. Facio, który stracił kompanów od kieliszka i kufla, a zyskał nowych przyjaciół, kolegów i znajomych, choćby Was kochani  blogowicze.
     Gdyby ktoś mi 20 października 1983 r. powiedział, że odzyskam rodzinę, powiększę ją i po trzeźwych latach "zdziadzieję", czyli będę miał (na razie) trzy wnuczki i wnuka, które bardzo kocham, że napiszę trzy książki, wiele sensownych tekstów, esejów, artykułów i haseł do EZG, zrobię prawo jazdy w wieku 65 lat, doczekam emerytury z średniej półki i poznam ciekawych ludzi z pierwszych stron gazet i nie tylko, to bym nie uwierzył. Bo tego dnia chciałem tylko wytrzeźwieć. Reszta przyszła ciężką pracą nad sobą.
      Brodę zapuściłem na odwyku taką jak Waldka, a pełną w 1984 r. i noszę ją do dziś.
*
Ja i mój terapeuta Waldek.
*
Ja na odwyku. Obok mnie terapeutka Jadzia i dwie praktykantki z medyka.


     Nie będę opisywał jak piłem i trzeźwiałem, bo opisałem to w swoich trzech książkach i opowiedziałem w wywiadach do gazet.
     Najważniejsze, że nauczyłem się pokory wobec życia i wyrozumiałości wobec własnej niedoskonałości.
*
No i bardzo mi pasuje franciszkańska skromność.

    Nie obnoszę się z swoją trzeźwością, ale aby nie zapomnieć KIM JESTEM, mam w swoim Szrociku ładną zawieszkę  na wstecznym lusterku od aowców, na której z jednej strony jest modlitwa o pogodę ducha, a z drugiej znak AA z napisem: "Nie pije, bo mam w tym swój własny interes". A w moim pokoju wisi oprawiona w ramki Desiderata, według której staram się żyć.
    I pomyśleć, że trzydzieści lat temu nie miałem nic, a teraz mam wszystko - Rodzinę, szacun, Was, znajomych i przyjaciół, stare zamki, pałace, zabytkowe kościółki, stare opactwa i wiele innych ciekawych miejsc... Mam też Bieszczady...

20 paź 2013

KONFERENCJA REGIONALISTÓW

   Wczoraj odbyła się konferencja regionalistów z okazji 20-lecia Encyklopedii Ziemi Głogowskiej pt: "Małe ojczyzny na styku regionów".
   Nie ukrywam, że ucieszyłem się z zaproszenia, gdyż jestem od wielu lat członkiem Towarzystwa Ziemi Głogowskiej w którym pełniłem funkcje członka Rady TZG i przewodniczącego Sądu Koleżeńskiego. Jestem też autorem 19 haseł i byłem w Kolegium, i Komitecie Redakcyjnym.
     Program konferencji był ciekawy, można było podyskutować, wysłuchać ciekawe wykłady, spotkać znajomych regionalistów z Dolnego Śląska, Wielkopolski i Ziemi Lubuskiej i przy okazji kupić ciekawe książki o innych regionach i miastach.
*
Zaproszeni uczestnicy konferencji otrzymali identyfikatory z  wskazaniem jakie stowarzyszenia i region gość reprezentuje.
*
    Nie brakło też gości z tytułami naukowymi. Warto wspomnieć, że większość regionalistów to pasjonaci historii swojego miasta, czy regionu, ba, większość nie jest nawet z zawodu historykami, choć wiedzę o swoim mieście, czy regionie mają imponującą. Bywało, że nieraz dochodziło do małych zgrzytów na styku zawodowcy - pasjonaci, ale najczęściej  kończyły się one kompromisami.
     Warto podkreślić, że jesteśmy pionierami takich lokalnych encyklopedii, a przez 20 lat wydaliśmy 73 zeszyty EZG. Początki były trudne, brak funduszy i niezbędnego sprzętu - komputera, skanera, drukarki, etc... Hasła pisało się na własnych maszynach do pisania, następnie Paweł wklepywał je w komputer, drukował matrycę i na zabytkowym kserografie kopiował kartki i składał je w ręcznie zszywane zeszyty. Po latach sytuacja zmieniła się o tyle, że przybywało komputerów prywatnych z dostępem do internetu i lepsza kserokopiarka... I tak doszliśmy do czasów drukowania kolejnych zeszytów w profesjonalnych drukarniach.
     Szkoda, że pomysłodawcy EZG i jej redaktorzy w osobach: dr Janusza Chutkowskiego i Jerzego Sadowskiego już nie żyją, ale zarazili wielu z nas swoją pasją. No i pilnowali, aby autorzy haseł mieli symboliczną wierszówkę i za bardzo nie dokładali do interesu. Warto wspomnieć, że pan Janusz był prawnikiem i doktorem nauk humanistycznych, a pan Jerzy budowniczym mostów i innych konstrukcji stalowych w kopalniach miedzi i w czasie budowy huty. Miło było usłyszeć wspomnienia o tych wspaniałych ludziach, które ukazały się w jubileuszowym 73 zeszycie. Fajnie było spotkać dawnych prezydentów Głogowa - Jacka Zielińskiego, Zbigniewa Rybkę, którzy zawsze wspierali naszą encyklopedię i znajdowali fundusze na jej wydanie. Szkoda, że nie było obecnego prezydenta Jana Zubowskiego, któremu wypadł służbowy wyjazd za granicę, ale reprezentował go przewodniczący Rady Miasta Andrzej Koliński. Nic więc dziwnego, że uhonorowano ich i innych zasłużonych dla EZG  dyplomami.
*
A to jubileuszowy zeszyt EZG, gdzie odnalazłem swoje nazwisko, zdjęcie w reporterskim stroju i wspomnienia.

    Po obiedzie udaliśmy się na małą wycieczkę po dawnych fortyfikacjach Głogowa.
     Uświadomiłem sobie, że na moich blogach opublikowałem reportaże z moich wędrówek po zamkach, kościołach, pałacach i miastach, a wiele moich zdjęć krąży gdzieś w sieci... A co mi tam. I bez fałszywej skromności napomknąłem o tym zaproszonym regionalistom podając adres blogów.

15 paź 2013

BRAMA ŻAGAŃSKA

    Podczas mojej wędrówki po Szprotawie, którą opisałem w poprzednim blogu, czas wspomnieć o Bramie Żagańskiej. Zbudowano ją w 1330 roku, a pod koniec XIX wieku dodano ozdobne blanki i wymodelowano szprotawski herb. W Szprotawie była jeszcze druga brama - Głogowska.
    Po 1945 roku baszta bramna pełniła rolę filii archiwum państwowego, a od 2004 r. jest siedzibą Muzeum Ziemi Szprotawskiej. Dzięki uprzejmości szefa muzeum udało mi się je zwiedzić poza godzinami otwarcia.
    Przed basztą znajdują się stare, kamienne płyty nagrobne i części płyt epitafijnych, które ocalono od zniszczenia. W baszcie są wystawione różne ciekawe przedmioty z różnych czasów i ostatnich peerelowskich lat.

Fotorelacje
*
Baszta bramna z herbem Szprotawy.
*
          *
Przed basztą przed mostem nad Bobrem znajduje się figura św. Jana Nepomucena. Obok wejście do baszty - muzeum.
*
Kamienne płyty nagrobne na terenie muzeum.
*
Stary kufer podróżny.
*
Skrzynia posażna panny młodej z ornamentami łużyckimi.
*
A to stare apteczne buteleczki i inne przedmioty.
*
A to już znajome sprzęty z lat późniejszych.
*
    Stare garnki i skorupy naczyń glinianych, a obok magiel, "pralki (tary) automatyczne" i stare maszyny do pisania.   
          *
Stary miecz dawnych wojów.
*
A to już militaria z ostatniej wojny.
*
A to już swoisty misz masz z lat wojennych i powojennych, a po prawej czapki wojsk radzieckich, polskich i nie tylko.

    I tym sposobem zakończyłem swoją wędrówkę po sympatycznej Szprotawie, w której za kawalera pracowałem na budowach PRL-u.  Dbałem też o to, aby szprotawskie knajpy i pijalnie piwa nie splajtowały. Ale ratusz z dwoma wieżami zawsze mnie fascynował.
*
Każdy przyzna, że ratusz niczym bombonierka.

    Jadąc do poznania odpadł mi tłumik w moim Szrociku. Jakoś go podwiązałem i dojechałem z gracją do mechanika, który mi go przyspawał. Jak jechałem bez tłumików, to dachówki z dachów spadały. Kupiłem nowy i jutro jadę do warsztatu, aby go zamontować, bo spawanie układu wydechowego, to leczenie trypra pudrem. Takie to są już uroki zabytkowych Szrocików... Najważniejsze, że mnie się podoba i że żyjemy w dobrej komitywie.

10 paź 2013

TO SILNIEJSZE OD NIEGO

    Głośno ostatnio o słowach kościelnego hierarchy abp. Michalika. Palnął ten ancymonek, że pedofilia wśród księży często wynika z faktu, że to same dzieci ich prowokują i sprowadzają na ciernistą drogę grzechu. Szum się podniósł w massmediach okrutny, więc purpurat Michalik przeprosił za swoją wypowiedź, nazywając ją (sic!) lapsusem.
    Jednego jestem pewien, że ten pan nie raz jeszcze palnie jakiegoś "lapsusa", bo ma mentalność muszki owocówki i niesamowitą ciasnotę umysłu. Niby gość inteligentny i wykształcony, a gada jak potłuczony... I będzie gadał, bo to silniejsze od niego. Mentalność trudno jest zmienić, ot co.
    Wstyd mi za arcybiskupa z którym wiele lat temu dzieliłem się jajkiem wielkanocnym i siedziałem przez stół. Teraz wiem, że to nie było grzechem, a wstydem raczej. Na szczęście abp. Michalik już wtedy zrobił na mnie złe wrażenie, bo palnął, a było to po upadku komuny w czasie rządów Premiera Mazowieckiego, że to nie jego Rząd i nie jego Polska. Dla mnie, dla którego Wolna Polska i Mazowiecki były wartością samą w sobie, słowa hierarchy odczułem jako naplucie mi w twarz. Od tej pory tego pana nie trawię. Szkoda, że wielu księży i biskupów myśli podobnie jak Michalik. 
    Mam jednak nadzieję, że papież Franciszek zrobi porządek z takimi konfratrami. Mnie tam rybka, ale dla wierzących to bardzo ważne. Oczywiście dla tych myślących, a nie wyznawców religii smoleńskiej i mnicha Rydzyka.
    Jutro jadę do Poznania odwiedzić kuzyna Wojtka, a przy okazji przygotować mojego Szrocika do zimy. Wojtek ma swój zakład elektromechaniki samochodowej, odpowiednie ustrojstwa i narzędzia. Wymienię też akumulator na silniejszy, bo ten mój, choć ma dopiero 1,5 roku i jest dobry, to ma zbyt słabą moc rozruchową i w czasie mrozów muszę go zabierać do domu na czas przerwy w jeździe. Pani, która mi go sprzedawała sprawdziła w katalogu, że 35 A/H wystarczy. Okazało się, że na trzy pory roku jedynie, a na zimę jest za słaby. I tym sposobem będę miał dwa akumulatory - na zimą i cieplejsze pory roku. A co mi tam, od przybytku głowa nie boli.
    8 października minęło 37 lat mojego pożycia małżeńskiego z Renią. Bywało na ogół dobrze, nie licząc drobnych sprzeczek, czyli jak to w rodzinie. Odchowaliśmy czwórkę dzieci, doczekaliśmy się czwórki wnuków, które rozpuszczamy, bo dzieci się kocha i wychowuje, a wnuki kocha i rozpuszcza. I dlatego jestem bezwzględny wobec pedofilów wszelkiej maści i ich obrońców.
*
*
Jak wrócę, to opublikuję nową wędrówkę do Baszty Żagańskiej w Szprotawie.
*
******

4 paź 2013

KOŻUCHÓW - Brama Krośnieńska

     Dostałem trzy dni temu telefon, że mam być od dzisiaj w Miłkowie. Cóż, służba nie drużba, więc komu w drogę, temu Szrocik z bakiem paliwa. Tak bywa, gdy się jest laufrem, czyli wolnym terapeutą. Wracam w poniedziałek w południe. Trochę mi to nie po nosie, bo córka z zięciem się przeprowadzają, a ja chciałbym im jeszcze podłączyć zlewozmywak i zrobić odpływ do pralki na nowym mieszkaniu. Mam nadzieję, że zięć sobie poradzi.
     Byłem niedawni w Kożuchowie i odwiedziłem mojego znajomego Zdzisia, który jest kustoszem Izby Regionalnej w Baszcie Krośnieńskiej. Została zbudowana jako basteja systemu fortyfikacji Kożuchowa. Obok niej była brama wjazdowa. Oprócz niej były jeszcze dwie bramy - głogowska i  żagańska. Ale zostały rozebrane w 1819 roku, aby poprawić komunikację miasta.
Fotorelacje
*
Baszta w całej okazałości. W narożu wysunięty kibelek, gdzie załatwiano  potrzeby fizjologiczne do fosy.
*
   Kute, masywne drzwi do baszty i korytarz do jej czeluści.   
 *
Dawne uzbrojenie kożuchowskich wojów.
*
Kusza, tarcze, kamienne kule armatnie i część bardziej współczesnej broni.
*
Inne części rycerskiego uzbrojenia.
*
Topory, szyszaki i hełmy wojów.
*
A to już inne, niemilitarne eksponaty.
*
To już bardziej współczesne eksponaty, czyli dawny sprzęt AGD, dla kożuchowskich mieszczek.
*
Ozdobna skrzynia posażna.
*

A to już lochy baszty. Kiedyś skazywano na wieżę dawnych przestępców.
*
*
*
Okowy i kajdany  w które zakuwano więźniów.
*
Czas opuścić lochy baszty...

    Pora również szykować się do wyjazdu, spakować śpiwór, nieco delikatesowego żarełka, gazety, książkę... Po drodze kupię jeszcze zięciowi wąż do prysznica, a dla siebie w motoryzacyjnym jakieś plastikowe wkręty do samochodu, bo stare mi się pogubiły i trochę mi plastikowe elementy wykończenia bagażnika dzwonią na polskich drogach.