W kwietniu jest 70-ta rocznica zdobycia Głogowa (Festung Glogau) przez Armię Czerwoną. Ja wiadomo z historii, Głogów został przez Hitlera ogłoszony twierdzą, gdyż jako miasto nad Odrą miał strategiczne znaczenie. Był to rozkaz niefortunny i szalony. Nie było w mieście wiele wojska, a bronili go niedobitki Wehrmachtu, żołnierze wracający z urlopów i lazaretów do swoich jednostek, których zatrzymano w mieście. Bronił go volkssturm naprędce zmobilizowany. Taka załoga nie mogła stawiać długo oporu. Wcześniej całą cywilną ludność przemieszczono w okolice Przemkowa i Szprotawy. Pozostali jedynie ci, którzy byli przydatni w obronie.
Rosjanie otoczyli Głogów, bombardowali go z samolotów i ostrzeliwali z armat z wzgórza Bismarck obok Głogowa. Po takiej "prigatowce" do walk ruszali żołnierze. Walczono o każdy dom i ulicę. Piwnice i krypty kościoła Biożego Ciała pełniły rolę lazaretów wojskowych. Po krwawych walkach miasto się poddało. Było już jednak zniszczone w 95%. A wcześniej Głogów był pięknym miastem o tarasowej zabudowie i ogromnej ilości zieleni.
Nasz nowy prezydent postanowił przybliżyć historię Głogowa i zaprosił grupy rekonstrukcyje z Wrocławia, Poznania, Warszawy, Wolsztyna, aby widowiskowo przedstawili wycinek walk o zrujnowany teatr. Rekonstruktorzy zadbali o każdy detal. Były gaziki, motocykle emki, inny sprzęt, nie mówiąc o umundurowaniu i uzbrojeniu. Nawet żołnierze niemieccy byli różnie umundurowani, bo też faktycznie byli zbieraniną. Nie brakło efektów wizualnych, akustycznych i pirotechnicznych. Chwilami dym zasłaniał pole bitwy. Nie brakło strasznych scen z "gwałcenia" Niemek, rozstrzeliwania oficerów radzieckich i całego dramatyzmu wojny.
Udało mi się usadowić jako "dziennikarz" w dobrym miejscu, ale mogłem jedynie obejmować obiektywem czerwonoarmistów. Nie mogłem się swobodnie poruszać po polu bitwy. Ale po jej zakończeniu miałem dużo swobody, mogłem się przemieszczać i robić zdjęcia. Ba, zbierałem nawet łuski karabinowe dla dzieci, które stały za barierką. Bratałem się z czerwonoarmistami, volkssturmistami i "zgwałconymi" Niemkami...
*
Jeszcze przed walką. Sprzęt wojskowy, Rosjanie i Niemcy w dobrej komitywie, a i ja się nie oparłem pokusie sfotografowania z czerwonoarmiejcem i volkssturmistami. Ba jest nawet oficer radziecki co wynalazł rower... u Niemca na strychu...
*
Pierwsze natarcie i pierwsi ranni...
*
Drugi atak, zdobycie teatru, pojmanie jeńców, rostrzeliwanie oficerów, "gwałcenienie" Niemek i powrót na przedpole.
*
Prezentacja grup rekonstrukcyjnych i ja z Niemkami i diektariewem Czerwonoarmisty
Moje wnuki Miloszek i Zuzia na emece i w gaziku.
Wnuczek z Miłoszek z enkawudzistą, żołnierzem radzieckim z specgrupy, sanitariuszkami i żółnierzem niemieckim. No i ja z oficerem Wehrmachtu.
Widowisko było udanie na przekór kilku oszołomom, którzy w niewybrednych słowach atakowali prezydenta i przedsięwzięcie na forach internetowych. Mogli to powiedzieć w oczy tysiącom głogowian, którzy przyszli na widowisko, ale znając ich "odwagę" nie ośmilili by się... Frekwencja dopisała w nadmiarze i widowisko oglądały setki głogowian. Szkoda, że ci, którzy stali z tyłu niewiele widzieli, a jedynie słyszeli strzały, wybuchy i odgłosy bitwy. Prezydent już zapowiedział, że na przyszłość rozwiąże ten problem i wymyśli jakieś pomosty do oglądania. W lepszej sytuacji byli mieszkańcy okolicznych kamienic, bo mogli z okien oglądać inscenizację.