Jest to mój blog, który jest kontynuacją starego blogu "Wędrowiec, czyli Bies(z)Czady". Publikuję w nim swoje wędrówki z aparatem po zamkach, kościółkach, pałacach i innych ciekawych miejscach, jakich w Polsce, i nie tylko, nie brakuje.

7 lip 2014

BYŁO, MINĘŁO, A WSPOMNIENIA POZOSTAŁY

    Do napisania tych wspomnień skłoniła mnie Hania vel Malina swoimi wspomnieniami znad morza. Nad morzem byłem w wieku auto-stopowym, czyli w miarę młodzieńczym. Objechałem całe wybrzeże, spróbowałem wody morskiej na plaży w Międzyzdrojach i zagryzłem ogórkiem małosolnym, które tubylcy oferowali. Musiałem przecież jakoś wyrównać bilans mikroelementów w organizmie. Ogórki małosolne służyły pewnej grupie wczasowiczów płci brzydkiej do zagryzania wakacyjnej okowitki. A co!. Ja wtedy jeszcze nie byłem amatorem zimnych zakąsek.
   Dzieciństwo moje to jeziora w Boszkowie i Osiecznej - mieszkałem wtedy w Lesznie, a ojciec, który w jacht klubach zajmował się żaglówkami i kajakami, tam mnie na wakacje zabierał. Szybko więc nauczyłem się pływać i co zakrawa na niemożliwość nigdy się nie topiłem.
   W Głogowie to już była rzeka Odra i jej zatoki, no i nasza kanadyjka (łódź na wzór indiańskiego canoe kryta brezentem), którą ojciec sam zrobił. Miał mój staruszek niesamowity dar manualny i wszystko potrafił zrobić. A robił to starannie i po mistrzowsku. Z nim jeździłem na ryby i to na całe noce. Niestety po paru latach ojciec zachorował i łódkę trzeba było sprzedać do Kiekrza nad jezioro, gdzie dożyła swoich dni...
   Później było harcerstwo, a z nim biwaki, obozy, wędrówki, a nawet obóz instruktorski. Byłem w pierwsze drużynie im. Tadeusza Kościuszki, która powstała na fali przemian popaździernikowych w 1956 roku. Naszym wspaniałym drużynowym był Harcerz Orli druh Jan Horacjusz Przewoźnik. Gdy go odwołali za antysocjalistyczny całokształt (wartości i zasady przedwojennego ZHP, przysięgi na Boga Honor i Ojczyznę...) to i wielu z nasz też powoli odchodziło. Drużyna się rozpadła i powstała inna. Doszedłem w tej pierwszej do stopnia ćwika i funkcji instruktora ZHP. Wtedy jeszcze  mocno wierzyłem w ideału skautowskie...
*
Moja drużyna krótko po powstaniu - prowadzi ją druh Horacjusz.
*
A to już moja drużyna w większym składzie. Ja sobie maszeruję w drugim rzędzie.
*
Mój pierwszy obóz w Sobieszowie niedaleko Cieplic w Karkonoszach. Ja trzeci od lewej w czasie służby w kuchni. Wtedy już druha Przewoźnika nie było z nami. Jak widać już wtedy trzymałem się bliżej kuchni.
*
A to już obóz instruktorski w Dobiegniewie i nasz zastęp "Czarnych Węży". Ja po cywilu przykucnąłem. Jestem ogromnie ciekaw,  jak się potoczyły dalsze losy moich kolegów.
*
Jakieś szkolenia były - ja pierwszy z lewej. Miałem wtedy ksywkę Zbyszka z Bogdańca z uwagi na fryzurę i bluzę z kapturem. Za mną taki pyzaty i krótko ostrzyżony to Maćko z Bogadańca.

   Coś z harcerskiej włóczęgi we mnie pozostało i pewne wartości z czego jestem dumny. Szkoda, że naszą drużynę rozwiązano. Przetrwały jednak nasze kroniki i kopie dokumentów, które przechowuje mój kolega i dawny przyboczny Paweł Jańczuk. Ja na ich podstawie napisałem hasło do Encyklopedii Ziemi Głogowskiej, a mój kolega umieścił to w "Wehikule Czasu" TZG i w głogowskich tygodnikach. Musiałem przecież ocalić naszą drużynę od zapomnienia, bo na nie została skazana przez ówczesnego komendanta hufca (mniejsza o nazwisko, bo nie żyje), gdy Janka Przewoźnika odwołano i obłożono anatemą. Janek jeszcze żyje i godnie się starzeje.
    A zamki polubiłem, gdy na pierwszym obozie zwiedziłem zamek Chojnik.
   Po harcerstwie zaczęły się autostopowe wędrówki po Polsce. Objechałem ją wokoło, wzdłuż i wszerz. A co przeżyłem to moje... Część z nich opisałem w swojej pierwszej książce "Wędrowiec czyli skrzydlata dusza"...
   Później już tylko praca, dalsza nauka w systemie zaocznym i moja młodość górna i chmurna... Najważniejsze, że 31 lat temu powoli powróciłem do dawnych wędrówek i skautowskich wartości... Tylko z paleniem mi nie wyszło. Te lata górne i chmurne opisałem w kolejnych książkach "Skazany na Uherce" i "Usłyszałem pukanie od spodu"...
   Jeszcze tylko dwie doby i witajcie Góry Sowie, sztolnie i inne tajemnicze miejsca. Wielką Sowę sobie raczej odpuszczę, bo ile razy można się na nią wdrapywać. No i najważniejsze, że z dala od afer taśmowych i skretyniałych polityków.

16 komentarzy:

Jolanta K. pisze...

Bardzo ciekawe są Twoje wspomnienia Michale. Wspomnienia są zawsze bez wad, śpiewali Skaldowie i to chyba prawda.Najlepiej potwierdza to oglądanie starych zdjęć.
Dobrze, że napisałeś, na którego obozowicza mam szczególnie zwrócić uwagę. Ech ... czas zmienia nas.
Życzę miłego podróżowania i wspaniałych relacji nie tylko fotograficznych.
Uważaj na pogodę, bo dziwna jakaś i mało stabilna.
Pozdrawiam bardzo wakacyjnie:-)

Michał Cimek pisze...

Joasiu, mnie tam pogoda nie straszna. Po górach raczej nie będę chodził, a w sztolniach, czy innych obiektach burze mi nie straszne.
Pozdrawiam.
Michał

プoƛηɳค I.-K. pisze...

Bardzo ciekawe masz wspomnienia, Michał, podoba mi się to, że nigdy się nie topiłeś, bo mam to samo, w wodzie czuję się, jak rybka.
Wzruszająco napisałeś o sprawności manualnej Taty.
W harcerstwie też byłam, w szarym mundurku biegałam.

Pozdrawiam serdecznie, miłego poniedziałku Ci życzę, j.

Anek73 pisze...

Piękne wspomnienia :) Miłego tygodnia życzę :)

Halszka - blog: "Szczęśliwa kobieta" pisze...

To coś mi się tak wydaje, że 2 od lewej maszerujesz. Chyba na każdej fotce Cię poznałam. Wspaniałe są takie wspomnienia. Harcerstwo w tamtych latach było naprawdę piękne. Wiele uczyło, wiele przyjemności dawało. I to wcale nie mówię tak ze względu na tęsknotę za tamtymi czasami, za młodością. To najprawdziwsza prawda. A patrząc na dzisiejszą młodzież, jest mi ich żal, że ich dojrzewanie jest takie do...

Dziękuję za wizytę!
Powiadasz, że jak Maria Czubaszek? Coś w tym jest, tyle że ja łańcuchem do psiej budy chyba bym się nie przypięła. ;) Wolę inne metody pomocy naszym braciom mniejszym.
Pozdrawiam serdecznie! Halszka

makroman pisze...

Jesteś jednym z Bohaterów książek Szmaglewskiej... piękne.
Ja im starszy jestem tym bardziej w ideały i postawy harcerskie wierze - może tak na przekór metryce, a może po prostu z wiekiem człowiek mądrzeje.

czerwona filiżanka pisze...

Może przez internet uda się dowiedzieć co u dawnych kompanów.
pozdrawiam

Michał Cimek pisze...

Będzie trudno przez internet namierzyć dawnych kolegów, To już 52 lata minęło i nie bardzo pamiętam ich nazwiska i miast skąd byli. Chyba, że ktoś przypadkowo trafi na mojego bloga i siebie rozpozna.
Pozdrawiam.
Michał

PRZYSTAŃ pisze...

Witaj Michale!
Jak sie mówi że najpiekniejsze sa wspomnienia i to prawda ,poznałam Cię na wszystkich fotkach (miły słodziak)warto wracać do pięknych i cudownych lat młodzieńczych ,harcerstwo to nauka zycia sama byłam zastepową i bardzo miło wspominam wszystkich przyjaciół to było fajne tego trzeba samemu doswiadczyć piekny wpis dzieki za odwiedziny u mnie serdecznie pozdrawiam

Stokrotka pisze...

Piękne wspomnienia Michale!
No i dowiedziałam się, że Ty książki piszesz...
Szczerze Ci gratuluję i trochę zazdroszczę.
Pozdrawiam pięknie"-)

brzoza pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
brzoza pisze...

Wspomnienia to cenna rzecz...A twoje wspomnienia są pięknie opowiedziane...Pozdrawiam:)

Jula pisze...

Kurcze jak wspaniale jest wracać do starych lat, choć z drugiej strony, jacy już starzy jesteśmy. ::(
Ty tam to jeszcze młokos byłeś, znaczy dzieciaki chyba blondyn o ile wzrok mnie nie myli. ::D
W wakacje powtarzają stare filmy z mojego dzieciństwa ,np. "Wakacje z duchami " itd...
Młodzi aktorzy dzieci, teraz stare konie. W tym serialu jest ujęta moja kumpela jako statystka, bo oni zanim trafili do zamku w Czorsztynie nad Dunajcem,trochę byli nad polskim morzem. I tam ta moja kumpela w tym filmie lata po wydmach spalona na skwarek z długimi za pupę wówczas włosami. Za te pieniądze, które jej zapłacili, przedłużyła sobie tam pobyt do końca wakacji . ::D
Ja do harcerstwa nie należałam, trochę do zuchów i na tym koniec , bo nie znosiłam rygoru.
Za to jeździłam na kolonie i obozy z pracy ojca. ;;D
Pa! ::D

Malina M pisze...

oj Michałku - czytam te Twoje wspomnienia jakmksiążkę, uwielbiam takie powroty do świata którego chyba już powoli nie ma , zastępuje go inny, czy lepszy ? według mnie nie ... nasz świat nie był taki drapieżny, młodzi durni bywali, zielono w głowie mieli ale przy tym więcej poszanowania, i chybajakoś tak pełniej żyli, mniej mieli a właściwie to więcej, bo bardziej się cieszyli. Ech te obozy, te zasady , w to wszystko wierzyło się na serio ... a mali druhowie i druhny całkiem na serio zbierali dobre uczynki i jeszcze dumni byli, jak im się udało, teraz to obciach
ech, wiem, młodzi też kiedyś tak samo napiszą o swoich następcach ale co zrobić - jak czytam takie wspomnienia jak te to .... eeech , sam wiesz ...

Michał Cimek pisze...

Tak, miło wracać do wspomnień. Bo i cóż nam pozostało, jak oszołomy zabrali nam 45 lat życia i niczego alternatywnego w zamian nie dali...
Bo wpomnień nikt nam nie zabierze. Chyba że spełni sie proroctwo Orwela i powstanie ministerstwo mysli pod wodzą Macierki.
Pozdrawiam, bo powróciłem z wojaży...
Michał

KRAINA MARZEŃ-RÓŻA pisze...

PIEKNIE OPISALES WSPOMNIENIA Z MLODYCH LAT POZDRAWIAM