Jest to mój blog, który jest kontynuacją starego blogu "Wędrowiec, czyli Bies(z)Czady". Publikuję w nim swoje wędrówki z aparatem po zamkach, kościółkach, pałacach i innych ciekawych miejscach, jakich w Polsce, i nie tylko, nie brakuje.

15 paź 2014

KL GROSS - ROSEN

    Dość ciężko mi się było zabrać za pisanie tego postu, a to z powodu, że w KL Gross - Rosen był więziony mój dziadek Michał Kopeć, ale słowo się rzekło...
   Historia obozu sięga początku 1940 roku, gdy przy istniejących tam kamieniołomach zbudowano filię KL Sachsenhausen i nadano jej nazwę Arbeitslager Gross - Rosen. Skład osobowy więźniów, których szybko wyniszczała katrożnicza praca uzupełniano kolejnymi transportami z Schansenhausen. Stan taki trwał do 1 mqjq 1941 roku. Podjęto wtedy decyzję o przekształceniu filii w samodzielny obóz nadając mu nazwę Kl Gross - Rosen. Oboz był ciągle rozbudowywany, więźniów przybywało, więc tworzono na terenia Dolnego Śląska kolejne jego filie. Ogółem istniało ponad sto podobozów w których więźniowie pracowali na rzecz wojennej gospodarki III Rzeszy. Przy budowie kompleksu "Riese" (Olbrzyma), czyli podziemnych sztolni i chodników zatrutniano więźniów z Gross - Rosen.
   Był to typowy obóz męski, ale z czasem w jego filiach pojawiły się kobiety. Według stanu na 1 stycznia 1945 roku w obozie i podobozach przebywało 76728 więźniów z czego około 25 tysiecy kobiet. Ogółem przewinęło się przez niego przeszło 120 tysięcy więźniów, z których zginęło około 40 tysięcy. Są to jednak zaniżone dane szacunkowe, gdyż Niemcy zniszczyli część akt i dokumentów przed ewakuacją obozu w styczniu 1945 r. Ten ewakuacyjny transport nazwano "Transportem śmierci", gdyż jego szlak na nasypach kolejowych znaczyły ciała zmarłych i zabitych więźniów.
    13 lutego 1945 r na pusty teren obozu wkroczyły wojska sowieckie. Jak wieść niesie w byłym obozie NKWD otwarło swóje tajne więzienie, które funkcjonowało dwa lata. Przez wiele lat nie wolno było o tym mówić i pisać.
    Opuszczony przez sowieckie NKWD obóz stał się łatwym łupem dla okolicznej ludności i to co nie zabrali i zdewastowali Rosjanie, rozebrali osiedleni na Ziemiech Zachodnich ludzie. Potraktowali obóz jako miejsce na łatwe pozyskanie materiału budowlanego.
   Dopiero wiele lat po dewastacji obozu został on zabezpieczony i przeksztacony w Muzeum Gross Rosen. Niestety granit wydobywano w obozowym kamieniołomie jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Dopiero protesty zwiąku byłych wieźniów spowodowały zamknięcie kamieniołomu i przyłączenie go do muzeum.
   Mój dziadek Michał przeżył KL Gross Rosen, gdzie długość życia szacowano na trzy tygodnie, przeżył transport śmierci, trafił do Kl Dora-Mitelbau skąd już nie wrócił. Nie są nam znane szczegóły śmierci dziadka, ani dokładna  jej data. Został sądownie uznany za zmarłgo w 1947 roku, aby babcia Barbara mogła mieć po nim kolejową rentę... Niewielką oczywiście, bowiem ludowa władza nie lubiła tych, co wrócili do Polski z Zachodu, a już wdów po żółnierzach AK w szczególności.
FOTORELACJE
*

Brama obozowa.

Dawne kasyno SS, obecnie budynek muzeum.
Fundamenty po dawnych barakach obozowych.

Wejście do obozowej łaźni... Trafiały do niej kolejne transpory na umycie, ogolenie i odwszawienie.

Obozowa szubienica.

Pomnik - mauzoleum z prochami więźniów.



Mauzoleum w zbliżeniu, dzwon obozowy wyznaczający apele, pracę, czyli rytm dnia.  Pomnik na cześć więźniów ufundowany przez okoliczne społeczeństwo oraz krematorium polowe.
Polowe krematorium w oddali. Stacjonarne rozebrano po wojnie,



Skarpa Pamięci z tablicami pomordowanych więźniów różnej narodowości.


Obozowe kamieniołomy.

   W budynku muzeum gladaliśmy makietę obozu i film o jego historii. W baraku przy bramie znajduję się plan wszystkich filii (podobozów) na Dolnym Śląsku.
    Pora pojechać do Świdnicy, aby zaprezentować jej zabytki, czyli znacznie weselszy klimat. Ale o tym kolejnym razem...

18 komentarzy:

AGATA AGATUSZKA pisze...

Ciekawa historia tego postu ale trzeba interesować się takim czymś.


_(░(¯`:´¯)░)DZIEŃ DOBRY
_(░(¯ `•.|/.•´¯)░)
(░(¯ `•.(█).•´¯)░░(¯`:´¯)░)
_(░(_.•´/|`•._)(¯ `•.|/.•´¯)░)
____(░(_.:._).░(¯ `•.(█).•´¯)░)
__(░(¯`:´¯)░░(_.•´/|`•._)░)
(░(¯ `•.|/.•´¯)░░(_.:._)░)
(░(¯ `•.(█).•´¯)░..
(░(_.•´/|`•._)░
___(░(_.:._)`` _
♥ ¯~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥~
♥~♥POZDRAWIAM.

Jolanta K. pisze...

Miejsce przerażające. Trzeba jednak o takich miejscach pamiętać, by nigdy więcej podobne nie powstawały.
Smutne jest wspomnienie o Twoim dziadku.
Pozdrawiam bardzo cieplutko:-)

Lotka pisze...

Pięknie pokazałeś to smutne miejsce. szczególnie jeżeli nas dotyka, przeżywamy bardzo. Ciężko nawet sobie wyobrazić, co przeżyli więźniowie takich obozów i ile lęku było w tych ludziach. Musimy się cieszyć, że dane nam żyć w spokoju. Oby nikomu i nigdy nie przyszło na myśl zakłócenie naszego spokoju. Pozdrawiam.

Danka Skandanita pisze...

Ciekawie opisałaś Michał .Szkoda ,że dziadek nie miał szczęście przeżyć ten okropny czas.Najgorsze jest to ,że nie można nawet dowiedzieć się ,w którym miejscu zginął i jak.Czy ciała zostały zakopane, czy wywiezione do lasu ..Wojna każda niesie za sobą żniwo...Wojna to najgorsze zło...Pozdrawiam

Anek73 pisze...

Byłam w niedzielę niedaleko, ale nie zdecydowaliśmy się na zwiedzanie. Jednak kiedyś trzeba...

Czekam na Świdnicę - byłam kilka lat temu - jest cudowna!

Annika pisze...

Straszne, przerażające miejsce. Tak jak i przerażające było to, jak traktowano więźniów obozów. Pamiętam jeszcze, wcale nie tak dawne, opowieści mojego Dziadka, któremu udało się przeżyć obóz. Pamiętam sterty przeczytanych książek i wspomnień. Całe dnie spędzone w archiwum. Wizytę w Norymberdze. Warto znać historię by ustrzec się błędów na przyszłość.

Stokrotka pisze...

Straszne to jest Michale.
Płakać się chce....

Z przyjemnością zajrzę poczytać o Świdnicy.
Pozdrawiam pieknie!

Shara pisze...

Smutne takie historie, dla mnie bardzo wzruszające. Mojego dziadka Niemcy wywieżli na przymusowe roboty i już nie wrócił. Zginął tam podczas bombardowania, taka jest wersja.
Pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Niesamowite przeżycie miałeś, dobrze ,że są zachowane te obozy w formie pomników ku pamięci i przestrodze, oby!!! ..
ja nie dałam rady całego obozu koncentracyjnego zwiedzić w Oświęcimiu, bo on tez składa się z kilku podobozów w ramach tego miasta, czy raczej pod miastem.Ja tylko byłam w tej części po dawnych koszarach wojska polskiego z przed wojny. Z zewnątrz był utrzymany porządek, nawet kwiatuszki były na rabatach , tyle ,że użyźniane prochami spalonych w krematoriach więźniów.
Mnóstwo zdjęć , mnóstwo pamiątek w postaci stosów ; ubrań, włosów, okularów , butów itd.. to wszystko elegancko posegregowane.
No i filmy kręcone z terenu , tak przez samych oprawców Hitlerowców , w celu jakiś badań ten słynny lekarz, który dożył w dobrobycie dzięki również i Watykanowi i umarł godna śmiercią dożywszy do stu lat pochowany na terenie obecnych Niemiec. Jak i potem przez żołnierzy frontu wschodniego, tam byli chyba Ukraińcy ?... Chodzi i o to ,że teraz po tych latach wychodzi już z odtajnionych archiwów,że ci oprawcy nie wszyscy po zasądzeniu w Norymberdze byli karani. Niektórzy z racji swojej niezwykłej smykałce organizacyjnej byli na zaszczytnych stanowiskach w byłym NRF , ponoć tak Jankesi zabezpieczali się pzred Sowietami.Podobno jeden z nich był nawet w rządzie u Cola ,inny ten co spalił po powstaniu Warszawę , prawnik z Gniezna, a pro po miał mieszane Polsko-niemieckie korzenie , był burmistrzem nawet miał pomnik w tym mieście niemieckim.
Bojownicy z Izraela dosyć długo ich wyławiali z Argentyny , ale nie tylko i nie udało im się , tak byli chronieni.
Pozdrawiam!...
Ps.Takich dziadków , przodków zabitych i pochowanych w niewiadomym miejscu ma prawie każda rodzina w Polsce, choć i kolaborantów tez było dużo. Pa!

Jula-grafomanka

makroman pisze...

A u źródeł całego tego zła legła pycha. Jedni uznali że są "młodzi wykształceni z dużych miast" i mają prawo pogardzać tymi starszymi z małych miasteczek i wiosek, w moherowych beretach.

Anonimowy pisze...

Niektórzy przodkowie "moherów" kolaborowali z hitlerowcami. W archiwach zachowanych z "gestapo" bo Niemcy był narodem skrupulatnym, wszystko zachowane ,jest masę anonimów, kiedy sąsiad donosił na sąsiada a nawet krewny na krewnego , z głupoty z zazdrości :(
Tam w tych miasteczkach, tez były getta i też w okolicznych lasach masa pomordowanych.
Po prostu Hitler kierował się dewiza by stworzyć państwo panów -nadludzi i resztę w miarę powybijać a z tych resztek, co przetrwają stworzyć niewolników.
Na szczęście Świat ludzi mądrych mu nie pozwolił na realizację tej jego idei.
jula-grafomanka

czerwona filiżanka pisze...

Taka wycieczka to piorunujące doświadczenie...

Michał Cimek pisze...

Dziękuję za komentarze od serca i z duszy.
O co chodzi makromanie z tymi beretami moherowymi?
Pozdrawiam.
Michał

sia pisze...

Zdjęcie z kamieniołomami ma w sobie grozę tamtych czasów. Wojna pozwalała na bestialstwo, dlatego jak najdalej od wojny...
Pozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

makroman pisze...

Chciałem Michale pokazać banalność zła.
Głupie słowa rzucone przez głupiego małego człowieczka, zaowocowały klątwą i stygmatem.

W Niemczech za III rzeszy wcale nie było inaczej. Kilka haseł rzuconych podczas Wielkiego Kryzysu i wyniszczającej konkurencji rozpętało lawinę której już nie sposób było zatrzymać. Co ciekawsze praktycznie nikt tego (holocaustu) nie chciał (no może poza Himmlerem). Stali się zakładnikami własnych słów.

Pozdrawiam
Maciej

Halszka - PhotoBlog pisze...

Smutna jest historia Twojego Dziadka... W mojej rodzinie w podobny sposób ginęli nasi bliscy.
Zaś Twoja fotorelacja bardzo udana. Czasami myślę, że jesteś drugim Wołoszańskim. ;)
Pozdrawiam jesiennie oraz dziękuję za miłą wizytę! Halszka

Michał Cimek pisze...

Masz rację Maciek, że słowa nienawiści ranią i zabijają. Zależy na jak podatny grunt trafią i jacy psychole je rzucają.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał

bellatrix2009 pisze...

Matko jedyna... ile tablic z nazwiskami. A ilu jeszcze tam w ogóle nie ma... nie do wyobrażenia jak ludzie ludziom mogą być katami...
Bardzo smutny post, ale i takie być muszą, bo tak było i nic tego nie zmieni. Pamiętać trzeba.
Takie miejsca powodują ciarki na ciele, kiedy je oglądam... Pamiętam, jak mój najmłodszy syn strasznie płakał... nad książką o Oświęcimiu, bo nie mógł uwierzyć, ze coś takiego mogli ludzie wymyślić i robić. Miał może 7-8 lat... Dziś ma 23, a książka nadal wywołuje takie same emocje. Na tyle, by chciał pojechać w tamto miejsce. Ja... nie wiem, czy kiedyś zdobędę się na taką odwagę.