Dość ciężko mi się było zabrać za pisanie tego postu, a to z powodu, że w KL Gross - Rosen był więziony mój dziadek Michał Kopeć, ale słowo się rzekło...
Historia obozu sięga początku 1940 roku, gdy przy istniejących tam kamieniołomach zbudowano filię KL Sachsenhausen i nadano jej nazwę Arbeitslager Gross - Rosen. Skład osobowy więźniów, których szybko wyniszczała katrożnicza praca uzupełniano kolejnymi transportami z Schansenhausen. Stan taki trwał do 1 mqjq 1941 roku. Podjęto wtedy decyzję o przekształceniu filii w samodzielny obóz nadając mu nazwę Kl Gross - Rosen. Oboz był ciągle rozbudowywany, więźniów przybywało, więc tworzono na terenia Dolnego Śląska kolejne jego filie. Ogółem istniało ponad sto podobozów w których więźniowie pracowali na rzecz wojennej gospodarki III Rzeszy. Przy budowie kompleksu "Riese" (Olbrzyma), czyli podziemnych sztolni i chodników zatrutniano więźniów z Gross - Rosen.
Był to typowy obóz męski, ale z czasem w jego filiach pojawiły się kobiety. Według stanu na 1 stycznia 1945 roku w obozie i podobozach przebywało 76728 więźniów z czego około 25 tysiecy kobiet. Ogółem przewinęło się przez niego przeszło 120 tysięcy więźniów, z których zginęło około 40 tysięcy. Są to jednak zaniżone dane szacunkowe, gdyż Niemcy zniszczyli część akt i dokumentów przed ewakuacją obozu w styczniu 1945 r. Ten ewakuacyjny transport nazwano "Transportem śmierci", gdyż jego szlak na nasypach kolejowych znaczyły ciała zmarłych i zabitych więźniów.
13 lutego 1945 r na pusty teren obozu wkroczyły wojska sowieckie. Jak wieść niesie w byłym obozie NKWD otwarło swóje tajne więzienie, które funkcjonowało dwa lata. Przez wiele lat nie wolno było o tym mówić i pisać.
Opuszczony przez sowieckie NKWD obóz stał się łatwym łupem dla okolicznej ludności i to co nie zabrali i zdewastowali Rosjanie, rozebrali osiedleni na Ziemiech Zachodnich ludzie. Potraktowali obóz jako miejsce na łatwe pozyskanie materiału budowlanego.
Dopiero wiele lat po dewastacji obozu został on zabezpieczony i przeksztacony w Muzeum Gross Rosen. Niestety granit wydobywano w obozowym kamieniołomie jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Dopiero protesty zwiąku byłych wieźniów spowodowały zamknięcie kamieniołomu i przyłączenie go do muzeum.
Mój dziadek Michał przeżył KL Gross Rosen, gdzie długość życia szacowano na trzy tygodnie, przeżył transport śmierci, trafił do Kl Dora-Mitelbau skąd już nie wrócił. Nie są nam znane szczegóły śmierci dziadka, ani dokładna jej data. Został sądownie uznany za zmarłgo w 1947 roku, aby babcia Barbara mogła mieć po nim kolejową rentę... Niewielką oczywiście, bowiem ludowa władza nie lubiła tych, co wrócili do Polski z Zachodu, a już wdów po żółnierzach AK w szczególności.
FOTORELACJE
*
Brama obozowa.
Dawne kasyno SS, obecnie budynek muzeum.
Fundamenty po dawnych barakach obozowych.
Wejście do obozowej łaźni... Trafiały do niej kolejne transpory na umycie, ogolenie i odwszawienie.
Obozowa szubienica.
Pomnik - mauzoleum z prochami więźniów.
Mauzoleum w zbliżeniu, dzwon obozowy wyznaczający apele, pracę, czyli rytm dnia. Pomnik na cześć więźniów ufundowany przez okoliczne społeczeństwo oraz krematorium polowe.
Polowe krematorium w oddali. Stacjonarne rozebrano po wojnie,
Skarpa Pamięci z tablicami pomordowanych więźniów różnej narodowości.
Obozowe kamieniołomy.
W budynku muzeum gladaliśmy makietę obozu i film o jego historii. W baraku przy bramie znajduję się plan wszystkich filii (podobozów) na Dolnym Śląsku.
Pora pojechać do Świdnicy, aby zaprezentować jej zabytki, czyli znacznie weselszy klimat. Ale o tym kolejnym razem...