Jest to mój blog, który jest kontynuacją starego blogu "Wędrowiec, czyli Bies(z)Czady". Publikuję w nim swoje wędrówki z aparatem po zamkach, kościółkach, pałacach i innych ciekawych miejscach, jakich w Polsce, i nie tylko, nie brakuje.

21 paź 2014

MUZEM DAWNEGO KUPIECTWA

    Z Uranią sobie posiedziałem, ale niewiele zdziałałem... Tak bywa, gdy kobita ze stali. Pora ruszyć tyłek, przejść parę kroków do tyłu i wejść w zapomniany, dawny kupiecki świat. W świat dawnych akcesowriów kupieckich, miar, wag i innych przedmiotów. Teraz takich już nie ma, bo zamiast kupiectwa mamy szeroko pojęty handel, dystrybucję i przeróżne hiper, super markety w których taki robaczek jak ja ginie wśród snujących się postaci i błądzi wśród półek i jakichś pojemników z towarem. Nie trawię tych marketów. Oj nie trawię.
    Pewnie tak być musi, bo życie idzie z postępem, ale jakoś mi żal małych sklepików, starych wag, kas "fiskalnych", które jeszcze pamiętam i kontaktu wzrokowego z kupcem. To se ne vrati, jak mawiają nasi pobratymcy z Czech... Ale czegoś żal. Dlatego polecam świdnickie Muzeum Dawnego Kupiectwa, aby na chwilę się przenieść w miniony świat..
FOTORELACJA
*




I pomyskeć, ze dawniej na gościńcach łupili kupieckie wozy rycerze rabusie, jak ci z zamku w Świnach i innych.





Kto pamięta takie wagi, dystrybutor paliwa, nieśmiertelną bańkę do mieszania benzyny z olejem i dawny motor Panonia?

Pamiętam jeszcze takie kasy...







Galeria obrazów na pietrze...





Tak pewnie wyglądał dawny kupiecki dom. Po prawej kopie płaskorzeźb świdnickich władców.


Figura Jana Chrzciciela w świdnickich zbiorach muzealnych.

 



Srebrne naczynia, sztućce i dawne pieczęcie...

    Po zwiedzeniu muzeum pora się udać do unikatowego Kościóła Pokoju, jednej z dwu tego typu perełek architektonicznych na Dolnym Śląsku, wpisanych na liste Dziecictwa Światowego UNESCO. Był jeszcze trzeci w moim Głogowie, ale nie przetrwał próby czasu. Ale o tym już kolejnym razem.

17 paź 2014

ŚWIDNICA...

   Pora opuścić tak smutne miejsce jak KL Gross Rosen, który wzbudził tyle emocji i udać się do dawno zapowiadanej Świdnicy, czyli w bardziej weselszy klimat. 
   Nie ukrywam, że jestem Świdnicą zauroczony, bo przetrwała w stanie prawie nienaruszonym zdobycie jej prze krasną armię w 1945 r. Ucierpiało jedynie pięć budynków, gdy radziecki lotczik ubzdurał sobie, że na wieży katedry jest punkt obserwacyjny i zrzucił siedem bomb w jej okolicy, nie naruszając monumentalnej katedry.
   Świdnica to dawna osada kupiecka, która powstała w 1243 roku i prężnie się rozwijała. Miasto jest położone nad Bystrzycą na Przedgórzu Sudeckim. Niegdyś była stolicą księstwa świdnicko-jaworskiego. Prawa miejskie uzyskała w 1267 r. Teraz jest przemysłowym miastem powiatowym.
    Jak wieść gminna niesie była bogatym miastem, które rosło w siłę, a ludziom żyło się dostatnio. Niestety wojna trzydziestoletnia była tragicznym okresem w dziejach Świdnicy. Miasto zostało zniszczone, a z mieszkańców pozostało 200 osób, bo reszta zginęła lub zmarła na skutek wojny i zarazy. Jednak kolejny raz się poddźwignęła i jak widać na zdjęciach sprzyjało jej szczęście. Nie ukrywam, że byłem zauroczony rynkiem i pięknie odnowionymi kamienicami, rzeźbami, fontannami, Muzeum Kupiectwa, zabytkowym Kościołem Pokoju, który przebija siostrzany kościół w Jaworze i monumentalną gotycką katedrą z barokowym wystrojem. Coś takiego na taką skalę zobaczyłem po raz pierwszy w życiu i nic dziwnego, że się zachwyciłem się. Oj odezwały się widać dawne narowy zawodowe z konserwacji zabytków.
FOTORELACJE
*
Wieża ratuszowa, obok kolumna kamienna.




                                                  
Ozdobny kamienny portal bramny.

Narożne rzeźby kamienne i fontanna Neptuna.




            Portal bramny, ozdobny balkon, fontanna,rzeźby narożne i piękna    kamienica. 



Kolejne widoki na ozdobne kamienice.

             To właśnie tę ulicę z prawej zbombardował ruski lotnik, aby zniszczyć wieżę katedry. Nie trafił, może był na bani...

              
Pomnik naszego Papieża, jakich wiele w Polsce. Nie wszyscy świdniczanie go chcieli, woleli jakieś stypedium dla biedniejszych, czy na patrona bublioteki. Niestety na papamanię nie ma lekarstwa, a taki seryjny, kiczowaty pomniczek łatwo postawić i z problem z głowy.

Aczkolwiek nim się nie pojedzie, ale warto powspominać czasy świetności peerelowskiej motoryzacji.

Pora spocząć obok Urani, która nie jest chyba zbyt zadowolona z moich karesów. A może jak to kobieta tylko się kryguje.


    Czas zakończyć umizgi do Urani i udać się do Muzeum Kupiectwa, które jest za moimi plecami. Ale o tym kolejnym razem.

15 paź 2014

KL GROSS - ROSEN

    Dość ciężko mi się było zabrać za pisanie tego postu, a to z powodu, że w KL Gross - Rosen był więziony mój dziadek Michał Kopeć, ale słowo się rzekło...
   Historia obozu sięga początku 1940 roku, gdy przy istniejących tam kamieniołomach zbudowano filię KL Sachsenhausen i nadano jej nazwę Arbeitslager Gross - Rosen. Skład osobowy więźniów, których szybko wyniszczała katrożnicza praca uzupełniano kolejnymi transportami z Schansenhausen. Stan taki trwał do 1 mqjq 1941 roku. Podjęto wtedy decyzję o przekształceniu filii w samodzielny obóz nadając mu nazwę Kl Gross - Rosen. Oboz był ciągle rozbudowywany, więźniów przybywało, więc tworzono na terenia Dolnego Śląska kolejne jego filie. Ogółem istniało ponad sto podobozów w których więźniowie pracowali na rzecz wojennej gospodarki III Rzeszy. Przy budowie kompleksu "Riese" (Olbrzyma), czyli podziemnych sztolni i chodników zatrutniano więźniów z Gross - Rosen.
   Był to typowy obóz męski, ale z czasem w jego filiach pojawiły się kobiety. Według stanu na 1 stycznia 1945 roku w obozie i podobozach przebywało 76728 więźniów z czego około 25 tysiecy kobiet. Ogółem przewinęło się przez niego przeszło 120 tysięcy więźniów, z których zginęło około 40 tysięcy. Są to jednak zaniżone dane szacunkowe, gdyż Niemcy zniszczyli część akt i dokumentów przed ewakuacją obozu w styczniu 1945 r. Ten ewakuacyjny transport nazwano "Transportem śmierci", gdyż jego szlak na nasypach kolejowych znaczyły ciała zmarłych i zabitych więźniów.
    13 lutego 1945 r na pusty teren obozu wkroczyły wojska sowieckie. Jak wieść niesie w byłym obozie NKWD otwarło swóje tajne więzienie, które funkcjonowało dwa lata. Przez wiele lat nie wolno było o tym mówić i pisać.
    Opuszczony przez sowieckie NKWD obóz stał się łatwym łupem dla okolicznej ludności i to co nie zabrali i zdewastowali Rosjanie, rozebrali osiedleni na Ziemiech Zachodnich ludzie. Potraktowali obóz jako miejsce na łatwe pozyskanie materiału budowlanego.
   Dopiero wiele lat po dewastacji obozu został on zabezpieczony i przeksztacony w Muzeum Gross Rosen. Niestety granit wydobywano w obozowym kamieniołomie jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Dopiero protesty zwiąku byłych wieźniów spowodowały zamknięcie kamieniołomu i przyłączenie go do muzeum.
   Mój dziadek Michał przeżył KL Gross Rosen, gdzie długość życia szacowano na trzy tygodnie, przeżył transport śmierci, trafił do Kl Dora-Mitelbau skąd już nie wrócił. Nie są nam znane szczegóły śmierci dziadka, ani dokładna  jej data. Został sądownie uznany za zmarłgo w 1947 roku, aby babcia Barbara mogła mieć po nim kolejową rentę... Niewielką oczywiście, bowiem ludowa władza nie lubiła tych, co wrócili do Polski z Zachodu, a już wdów po żółnierzach AK w szczególności.
FOTORELACJE
*

Brama obozowa.

Dawne kasyno SS, obecnie budynek muzeum.
Fundamenty po dawnych barakach obozowych.

Wejście do obozowej łaźni... Trafiały do niej kolejne transpory na umycie, ogolenie i odwszawienie.

Obozowa szubienica.

Pomnik - mauzoleum z prochami więźniów.



Mauzoleum w zbliżeniu, dzwon obozowy wyznaczający apele, pracę, czyli rytm dnia.  Pomnik na cześć więźniów ufundowany przez okoliczne społeczeństwo oraz krematorium polowe.
Polowe krematorium w oddali. Stacjonarne rozebrano po wojnie,



Skarpa Pamięci z tablicami pomordowanych więźniów różnej narodowości.


Obozowe kamieniołomy.

   W budynku muzeum gladaliśmy makietę obozu i film o jego historii. W baraku przy bramie znajduję się plan wszystkich filii (podobozów) na Dolnym Śląsku.
    Pora pojechać do Świdnicy, aby zaprezentować jej zabytki, czyli znacznie weselszy klimat. Ale o tym kolejnym razem...