Miałem pięć lat, gdy przyjechaliśmy do Głogowa, który był wtedy zrujnowany. Miasto dźwigało się z ruin i piękniało z roku na rok. Dzisiejszy Głogów w niczym nie przypomina tego zrujnowanego miasta. Nie ma ruin, ale jest nasza rzeka Odra, która sobie spokojnie płynie. Od paru lat mamy wspaniała Marinę, na miejscu betonowego nabrzeża, gdzie wyładowywano zwir pozyskany z pogłębiania Odry. Pozostał dawny "Port Katedralny", którego nie naruszył ząb czasu, i nadal jest piękny i stanowi raj dla wędkarzy.
Odkąd pamiętam, to zawsze byłem związany z Odrą, najpierw były wycieczki parostatkiem, później z rodzicami kajakiem do Bytomia Odrzańskiego asekurowani przez motorówką kolegi ojca. Mieliśmy własną łódkę i pamiętam nasze rejsy po Odrze i zatokach, oraz moje rejsy kajakiem, gdy zdobyłem młodzieżową kartę pływacką. Teraz to już pływam na spływach kajakowych i statkach wycieczkowych.
Głogów wypiękniał i jak Feniks powstał z popiołów, ja się postarzałem, ale moja Odra płynie jak płynęła...
Kocham mój Głogów, moją Odrę i nigdy bym go na inne miasto nie zamienił. Tu jest moje miejsce, mój heimat, moje idaho. Moje miejsce na cmentarzu pod lipą przy ładnej alejce.








































